Serwis Internetowy Stowarzyszenia Koalicja Nowosądecka

Ludomir Handzel: Temat prezydentury Sącza siedzi we mnie

  • Opublikowany przez* Henryk Szewczyk
  • - 2014-09-24
Ludomir Handzel

Ludomir Handzel / arch


"Ja nic nie muszę! Jestem niezależny finansowo, mam pracę, realizuję się zawodowo. A są tacy, którzy muszą gdzieś kandydować, bo co zrobią, jak nie będą na tym, czy na innym stanowisku?" - mówi Ludomir Handzel, kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy PO w okręgu małopolsko-świętokrzyskim.


W obszernym wywiadzie udzielonym naszej redakcji Handzel tłumaczy, dlaczego przyjął od lidera sądeckiej Platformy propozycję kandydowania do Europarlamentu i opowiada, jak wyobraża sobie pracę w Brukseli.

"Ja czuje się Europejczykiem, ale najpierw czuję się Polakiem, a jeszcze wcześniej Sądeczaninem. Ja się w Nowym Sączu urodziłem na ulicy Młyńskiej; w Nowym Sączu skończyłem Szkołę Podstawową numer 18 na ulicy Broniewskiego i jestem absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego imienia Jana Długosza w Nowym Sączu. Słowem - jestem sądeczaninem do kości, jak niewielu polityków, nazywających się sądeckimi politykami" - stwierdził nasz rozmówca.

Poniżej rozmowa z Ludomirem Handzlem.

**

Co Pan ma wspólnego z Platformą Obywatelską?

- Ostatnio często muszę odpowiadać na to pytanie. Na dzień dzisiejszy nie jestem członkiem żadnej partii politycznej, natomiast uważam, że choć Platforma Obywatelska jest różnie postrzegana i oceniana za działania w polityce wewnętrznej, to jednak trzeba powiedzieć, że na arenie międzynarodowej zrobiła dla Polski najwięcej. Do sukcesów można zaliczyć pozycję Polski w Unii Europejskiej i w NATO, które nam zapewniają bezpieczeństwo gospodarcze i militarne, co w świetle ostatnich wydarzeń za wschodnią granicą ma swoja wagę. Niektórzy sobie żartują, że w związku z konfliktem ukraińskim Francuzi wysłali nam cztery samoloty, ale trzeba podkreślić, że to jest to o cztery samoloty więcej, niż przysłali Polsce we wrześniu 1939 roku.

W NATO jesteśmy od piętnastu lat, w Unii Europejskiej od dziesięciu, a Platforma rządzi od siedmiu lat…

- Pozycja Polski w strukturach międzynarodowych i stosunek naszych sojuszników i partnerów do Polski jest jednak jakimś odzwierciedleniem pozycji polityków Platformy w Europie. Tak jak powiedziałem, wewnętrzna polityka Platformy jest różnie oceniana, ja też mam wiele krytycznych uwag, natomiast jeśli chodzi o sferę gospodarczą to faktem jest, że Polska jest obecnie największym beneficjentem Unii Europejskiej, także w następnej perspektywie finansowej otrzymamy najwięcej środków unijnych spośród krajów członkowskich i to jest olbrzymi sukces Polski.

Jest Panu blisko do Platformy Obywatelskiej z powodów ideowych?

- Jestem realistą. Żadna partia nie jest idealna, ale na pewno bliżej mi do Platformy niż do Palikota.

Dotąd kojarzono Pana z biznesem, co Pana pchnęło do polityki?

- Środowiska biznesowe, z którymi jestem związany oczekują większego zaangażowania polityków w tematy gospodarcze, przede wszystkim jeśli chodzi o pozyskiwanie środków unijnych. Dobry przedsiębiorca tak naprawdę nie potrzebuje pomocy, on oczekuje przede wszystkim tego, żeby państwo nie przeszkadzało w działalności gospodarczej. Mówimy o środkach zewnętrznych, o ponad 100 miliardach euro, które mają spłynąć do Polski do 2020 roku. Część z nich zostanie przeznaczona na rolnictwo, ale bardzo dużo środków zostanie przeznaczonych na wiedzę, naukę, rozwój, co ma być implementowane do biznesu. Sądecczyzna słynie nie tylko z relatywnie taniej siły roboczej, ale także z tego, że jesteśmy przedsiębiorczy, innowacyjni, rozwojowi i trzeba przypilnować, aby środki unijne również do nas trafiły.

Pan wybiera się do Brukseli, aby przypilnować, żeby Sądecczyzny nie skrzywdzono przy podziale środków unijnych?

- Poniekąd tak. Budżet unijny, który został wywalczony, musi przejść wszelkie procedury, zanim zostanie ostatecznie podzielony w kraju. Ten proces już trwa. Jak powiedziałem są to potężny środki, które powinny trafić również na Sądecczyznę, ziemię gorlicką i ziemię limanowską. Nie możemy przespać szans rozwojowych. Te pieniądze nie powinny być rozdysponowane na konsumpcję, tylko na zbudowanie podstaw długofalowego rozwoju. Świat się nie kończy na 2020 roku i Polska też się wtedy nie skończy. Każda nowa hala produkcyjna, każda innowacja, spowoduje możliwość utrzymania dużego, na tle innych krajów wzrostu gospodarczego Polski.
Dlaczego sądeccy przedsiębiorcy mają walczyć na rynku tylko tanią siłą roboczą? Jeżeli nasze przedsiębiorstwa zaabsorbują środki na nowe technologie, to dostaną możliwość stworzenia produktów, które będą na tyle innowacyjne, że będą kupowane. Wtedy także średnie wynagrodzenie pracowników produkcyjnych wzrośnie. W tej chwili konkurujemy w wielu branżach tak naprawdę tylko ceną. Produkujmy wiele elementów do samochodów zachodnich marek, ale później ten samochód jest montowany za naszą zachodnią granicą i my go kupujemy jako produkt finalny. Musimy doprowadzić do tego, co się już stało w Fakro i w Newagu, gdzie stworzono produkt finalny. On musi być jeszcze bardziej nowoczesny i te firmy jeszcze bardziej się rozwiną jeśli dostaną szansę wykorzystania pomysłów innowacyjnych.

Wszystko pięknie, ale jak to było z Pana kandydowaniem do Parlamentu Europejskiego: poseł Andrzej Czerwiński zadzwonił z ofertą, czy Pan zgłosił się do szefa sądeckiej Platformy?

- Była to propozycja kręgu osób zbliżonych do pana posła Czerwińskiego, którzy stwierdzili, że dobrze by było, aby nasz Subregion , czyli ziemia gorlicka, Limanowszczyzna i Sądecczyzna miały swojego kandydata w wyborach do Parlamentu Europejskiego, aby można było pewne rzeczy, które właśnie artykułuję – przekazać. Tak abyśmy byli słyszalni w Krakowie i Warszawie, żebyśmy mieli realny wpływ na to co robią nasi europosłowie w Brukseli. Wpierw trzeba jednak zdiagnozować potrzeby Subregionu Sądeckiego. To powinny być zintegrowane działania naszych radnych wojewódzkich w Sejmiku i naszych parlamentarzystów, wsparte przez europosłów z Małopolski. Niektórzy nawet nie wiedzą gdzie leży Nowy Sącz, bo nie słychać głosu Sądecczyzny.

Rozumiem, że impuls w sprawie Pana kandydowania w Eurowyborach wyszedł od lidera sądeckiej PO?

- Tak.
 

Ile pieniędzy wyda Pan na kampanię wyborczą?

- Mój budżet kampanijny wynosi 17 tysięcy złotych. Najwięcej wydam na bilbordy i banery. Troszeczkę na reklamę w mediach, jakieś wizytówki, drobne plakaty. Kampanię finansuję ze środków własnych, nie mam żadnych sponsorów.

Jak intensywną prowadzi Pan kampanię?

- Ostatnie dni przed wyborami poświęcam na spotkania z wyborcami, biorę też udział w spotkaniach różnych gremiów samorządowych i gospodarczych. Rozmawiam z wójtami i burmistrzami, staram się ich przekonać, choć niektórych samorządowców - na przykład starostę gorlickiego Witolda Kochana - nie trzeba przekonywać, że jako Subregion musimy mieć spójny plan działania na różne etapy czasowe. Wyobrażam sobie to w ten sposób, że starosta limanowski, nowosądecki, gorlicki i prezydent Nowego Sącza mówią jednym głosem na temat infrastruktury, docelowego systemu komunikacji, docelowego systemu ochrony zdrowia, edukacji itd. Nie na zasadzie, że każdy wójt chce mieć swój szpital, czy drogę ekspresową, tylko to wszystko musi zostać zdiagnozowane - jakie są populacyjne potrzeby społeczeństwa. Dopiero wtedy można podejmować decyzje, że na przykład, jeśli chodzi o ochronę zdrowia, to w Krynicy są oddziały specjalizujące się w chirurgii urazowej , a oddział onkologiczny w Nowym Sączu, okulistyka w Gorlicach - dla całego Subregionu itd. I to dotyczy różnych sfer działalności, poziomu gmin, powiatów i Subregionu. Jeżdżę na spotkania do Limanowej i Gorlic. Dużo rozmawiam z przedsiębiorcami, bo to jest grono kreatywnych ludzi, którzy rzeczywiście mogą coś zmienić. To są różne spotkania, czasem to jest grupa 5, 10 osób. Chodzi o to, żeby przedstawiać pewne idee.

Czy Pan zna języki obce?

- Znam angielski w sposób komunikatywny.

Jakie Pan ma wyobrażenie pracy eurodeputowanego, wie Pan na czym polega posłowanie do Brukseli?

- Studiowałem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, dyplom zdobyłem w 1998 roku, poza tym jestem człowiekiem aktywnym. Należę do ludzi, którzy czytają, dużo czytam, także różne dokumenty. Znam specyfikę pracy eurodeputowanego, wiem o tym, że Parlament Europejski jest organem, który podejmuje decyzje w drodze współdecydowania z Komisją Europejską w większości polityk unijnych. Unia Europejska jest tak skonstruowana, że najważniejsze są państwa narodowe i jestem za tym, żeby tak pozostało. Wiadomo, że najwięcej do powiedzenie ma Komisja Europejska, Rada Europejska i Rada Unii Europejskiej. Rada Europejska i Rada Unii Europejskiej to głos państw narodowych, natomiast Komisja Europejska to już swoista władza Unii Europejskiej. Parlament Europejski jak ciało opiniodawcze zatwierdza też pewne dokumenty i kierunki działań, w tym budżet. Pewnie za dużo jest eurodeputowanych, bo aż 766 w tej kadencji, a przyszłej ma być 750 plus przewodniczący, ale to jednak jest grono ludzi, którzy wypracowują platformy programowe i opinie dla decydentów, którymi są szefowie państw. Tak że znaczenia eurodeputowanych nie należy umniejszać. Dlatego bardzo ważna jest jakość człowieka, który trafi do Brukseli, jak jest tam odbierany i oceniany. Jeżeli to jest osoba na poziomie, która ma wiedzę, wie, co chce zrobić, ale też podchodzi do problemów realistycznie, to ma większą siłę przebicia. Mnie się też nie podobają pewne rzeczy w Unii Europejskiej i mogę to wyartykułować.

Co się Panu nie podoba w Unii Europejskiej?

- Pewne jawne głupoty, głosowanie nad tym, czy ślimak jest rybą, głosowanie nad krzywiznami banana, takie przysłowiowe już rzeczy, czy przede wszystkim rzeczywiście nieadekwatność środków wydatkowanych na funkcjonowanie biurokracji unijnej. Co prawda mówi się, że Parlament Europejski kosztuje tylko trzy euro każdego Europejczyka, no tak, ale tych Europejczyków jest sporo.

Czy Pan czuje się Europejczykiem?

- Tak, czuje się Europejczykiem, ale najpierw czuję się Polakiem, a jeszcze wcześniej Sądeczaninem. Ja się w Nowym Sączu urodziłem na ulicy Młyńskiej; w Nowym Sączu skończyłem Szkołę Podstawową numer 18 na ulicy Broniewskiego i jestem absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego imienia Jana Długosza w Nowym Sączu. Słowem - jestem sądeczaninem do kości, jak niewielu polityków, nazywających się sądeckimi politykami. Czuję się związany z Nowym Sączem i tym regionem. Po transformacji ustrojowej otworzyły się przed Polakami granice i mogliśmy zacząć podróżować. Zwiedziłem większość krajów Europy i uważam że nie mamy się czego wstydzić pod żadnym względem. Ten dystans cywilizacyjny się zmniejsza, choć on, niestety, w naszym Subregionie jest jeszcze duży. Przepaść miedzy Subregionem Sądeckim a np. województwem mazowieckim jest jeszcze spora, a w stosunku do Zachodu jeszcze większa, ale właśnie trzeba tak działać, żeby skracać ten dystans. I metodą na to są miedzy innymi środki unijne, których my na razie jesteśmy beneficjentami netto.

Parlament Europejski znany jest z podejmowania kontrowersyjnych uchwał i deklaracji, zawierających silnie zideologizowane projekty o proweniencji lewackiej , które usiłuje się narzucać społeczeństwom państw członkowskich i przeciwko czemu, przynajmniej w Polsce, odzywają się zdecydowane głosy protestu. Chodzi o gender, propagandę homoseksualną itd. Co Pan o tym sądzi?

- Temat jest nośny i niektóre ugrupowania go mocno eksploatują. Moje podejście jest takie, że w ogóle się tym tematem nie interesuję, bo mnie to nie dotyczy, tak, jak podejrzewam, 95 procent społeczeństwa. Nie przeszkadzają mi homoseksualiści, jeżeli ich zachowanie nie narusza mojej sfery prywatności i mojego poczucia estetyki. Pewnie gdybym się dowiedział, że moje dziecko jest homoseksualne - byłoby to dla mnie negatywne przeżycie, lecz musiałbym ten fakt zaakceptować, bo tak Stwórca zdecydował. Natomiast uważam, że robienie z tego tematu wielkiego problemu jest pomyłką. Mnie osobiście nie przeszkadza tęcza na Placu Zbawiciela w Warszawie, choć pewnie nie wpadłbym na pomysł, żeby coś takiego postawić w takim miejscu, lecz ani bronienie tęczy, ani jej atakowanie nie leży w sferze moich zainteresowań. Generalnie uważam, że to co kto robi w alkowie, to jego sprawa, my się musimy zająć jakością naszego życie, przez co rozumiem ochronę zdrowia, edukację, nasze zarobki, stabilność zatrudnienia. Musimy się starać poprawiać naszą średnią płacę, w stosunku do średniej krajowej i również średniej regionalnej. Wiemy, że jesteśmy specyficznym regionem, bo jesteśmy dawcą siły roboczej. Jeżeli staniemy się dawcą wysokoprzetworzonych produktów, takich jakie na przykład produkuje wspomniany Newag, to sytuacja się poprawi, region zacznie żyć. Proszę zwrócić uwagę na rolnictwo. Może mniej to widać w naszym regionie, ale w ciągu ostatnich 7 lat przeszło ono duża metamorfozę. Nasi rolnicy, którzy niby mieli być grupą społeczną nastawioną antyunijnie - dziś nie protestują. Kupili 338 000 nowych maszyn rolniczych, powstało wiele nowych zakładów przetwórczych, jesteśmy coraz silniejszym eksporterem żywności. Oczywiście trzeba walczyć, aby wyrównać szanse naszego rolnictwa z zachodnioeuropejskim, bo na razie nadrabiamy pracowitością i zaradnością, ale właśnie to rola m.in. eurodeputowanych, aby walczyć o wyższe dopłaty bezpośrednie, a nade wszystko o środki prorozwojowe dla rolnictwa.

Jak Pan ocenia swoje szanse wyborcze?

- Jako przedsiębiorca umiem liczyć i ocenić realnie swoje szanse. Oczywiście będę walczył o jak najlepszy wynik – jakbym mógł inaczej odpowiedzieć. Przede wszystkim jednak zależy mi na przedstawieniu idei współpracy samorządów Subregionu Sądeckiego w celu jak najlepszego zaabsorbowania środków unijnych w najbliższej perspektywie finansowej. Bo to nam da możliwość trwałego rozwoju. Nasz region jest postrzegany jako piękny. Każdy kto tu przyjeżdża mówi tak: „Bardzo u was ładnie ale następny raz przyjadę za rok, bo nie mogę do was dojechać, gdyż to trwa z Warszawy sześć godzin”. Kto był tutaj raz - długo się będzie zastanawiał, czy przyjechać drugi raz, bo wie co go czeka. Oczywiście będzie się zachwycał górami, ludźmi, gościnnością, poprawiającą się infrastrukturą, jeśli chodzi o bazę hotelową, bo przecież ludzie prywatnie inwestują duże pieniądze w takich miejscowościach jak Piwniczna, Muszyna, Szczawnica, czy Rytro. Dlatego musimy zebrać wokół idei rozwoju grupę ludzi, zespół, który później będzie ją realizował. Bo jeżeli my jako Sądecczyzna, Limanowszczyzna i Gorlickie nie pokażemy, że jesteśmy jednym Subregionem, że mówimy jednym głosem, a zamiast tego będziemy się skupiać na tematach zastępczych, to nic z tego wyjdzie. Ludzi interesują rzeczy konkretne, przyszłość naszych dzieci, możliwości pracy i rozwoju. Chcemy podnosić swój standard życia, na co wpływa stan służby zdrowia, edukacja, to ile zarabiamy, a to ile zarabiamy zależy od tego czy sprzedajemy produkty proste w postaci desek, czy też zaawansowane technologicznie okno, jak robi to Fakro. Jeżeli produkt docelowy będzie coraz lepszy i coraz droższy, to wtedy automatycznie stabilność pracy w firmach będzie większa. Musimy pamiętać, że wolność po 1989 roku przyniosła nam rzeczy dobre i złe. Z jednej strony to wielka sprawa, że Polacy mogą dziś swobodnie podróżować, legalnie pracować na Zachodzie i co ważne - a o tym często się zapomina – dzięki karcie Europejskiego Ubezpieczenia Zdrowotnego posiadamy takie same prawa do opieki zdrowotnej, jak każdy rezydent kraju ,w którym się znajdujemy na terenie Unii Europejskiej np. w razie wypadku lub stanu zagrożenia życia. Ale z drugiej strony właśnie te prawa i ta wolność przyniosła odpływ szczególnie młodych ludzi za granicę. Nie zatrzymamy Polaków w kraju „na siłę” - jak było to dawniej - zabierając paszporty. To musi być proces naturalny. I tak zawsze każdy będzie miał wybór – Irlandię lub Nowy Sącz? I to jest piękne, że te decyzje zależą od ludzi a nie od jakiegoś urzędu lub partii. A przykre jest to , że nadal nie ma warunków, które spowodowałyby, że większość ludzi wybierze Polskę.

A wracając do Pana szans wyborczych?

- Muszę oczywiście powiedzieć, że liczę na mandat, bo po to się kandyduje, żeby wygrać (śmiech), ale przede wszystkim proszę wyborców, z którymi się spotykam, żeby to była akceptacja pewnej idei, pewnego pomysłu. Bo jeżeli kandydat z Sądecczyzny na liście PO dostanie 100 głosów to Kraków, czy Warszawa nie będą się liczyli z naszymi aspiracjami i potrzebami.

A jeżeli dostanie Pan 10 tysięcy głosów?

- No to wtedy powiemy tak: „Drodzy panowie w Krakowie, czy też drodzy panowie w Warszawie, my tu chcemy mieć to, to i to, co wynika z diagnozy potrzeb mieszkańców Subregionu.” Gdy dostanę tyle głosów Sądeczan, to moja pozycja negocjacyjna będzie jeszcze mocniejsza, to tak jak w biznesie.
 

Czy Pana kandydowanie w Eurowyborach nie jest przypadkiem przetarciem się, "przedbiegami", mówiąc sportowym językiem, przed prawdziwym kandydowanie jesienią tego roku na prezydenta Nowego Sącza z ramienia Platformy Obywatelskiej?

- Na dzisiaj, myślę o 25 maja, o perspektywie wyborów do Parlamentu Europejskiego, mam pewną wizję nie tylko związaną z Małopolską, z Subregionem Sądeckim ale też, wydaje mi się, dostrzegam potrzeby miasta. Kwestia jesiennych wyborów samorządowych jest tematem bardzo skomplikowanym. Bardzo dużo rzeczy może się po drodze wydarzyć. Pytanie brzmi - na ile środowiska związane z osobami, które myślą realistycznie, nie zajmują się tematami zastępczymi, jak gender, tylko chcą skupić się na faktycznym rozwoju, impulsie gospodarczym dla naszego regionu - będą chciały realizować pewną ideę?
Najpierw, jak powiedziałem, trzeba zdiagnozować sytuację. W każdym powiecie tak powinno być i w każdej gminie. Później należy wypracować plan działania, a następnie dążyć do jego realizacji. A personalia i ewentualnie osoby, które mogą go realizować, tak naprawdę, to już tylko narzędzie, pewnego rodzaju metodologia, sprawa drugorzędna.

Czy nie było tak, że poseł Czerwiński powiedział Panu: „Słuchaj stary, wystartuj w Eurowyborach, pokaż się ludziom, niech się z nazwiskiem oswoją i przygotujemy Cię do jesiennych wyborów na prezydenta Nowego Sącza?” Nie jest Pan po słowie z posłem Czerwińskim?

- Jak już powiedziałem, nie jestem członkiem Platformy, która posiada swoje wewnętrzne procedury wyłaniania kandydatów na kandydatów. Kandydując do Parlamentu Europejskiego chcę przekazać społeczeństwu pewien sygnał, pokazać inny sposób myślenia o regionie, choć przyznam, że temat prezydentury Sącza gdzieś tam siedzi we mnie. Z tym, proszę to napisać tłustym drukiem: Ja nic nie muszę! Jestem niezależny finansowo, mam pracę, realizuję się zawodowo. Jeżeli trzeba to jestem mobilny, mogę przyjąć nową ofertę pracy, dużo ich dostaję, bo jestem postrzegany jako specjalista od trudnych spraw: ratowania upadających firm, diagnozowania sytuacji i restrukturyzacji spółek, znajdujących się z złej kondycji finansowej. Znam się na procedurach naprawczych i niejedną firmę już wyprowadziłem z tarapatów. A są tacy, którzy muszą gdzieś kandydować, bo co zrobią, jak nie będą na tym, czy na innym stanowisku.

Czy uważa Pan, że Nowy Sącz należy poddać „procedurze naprawczej”?

- Nie chciałbym mówić źle o Nowym Sączu, ja wole oceniać to, co się dzieje w innych jednostkach samorządu terytorialnego, na przykład w powiecie nowosądeckim , czy w gminie Chełmiec. Nie ukrywam, że jestem pod dużym wrażeniem lodowiska w Chełmcu, zaabsorbowanych środków zewnętrznych i ilości programów, które realizuje wójt Stawiarski. Można różnie oceniać jego działania, ale trzeba popatrzeć jakie są fakty i owoce jego wójtowania. Szczególnie polecam Mt 7,15 – 20.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Henryk Szewczyk
Fot. Janusz Bobrek

**
Ludomir Handzel
(ur. 1973 r. w Nowym Sączu), absolwent I LO im. J. Długosza w Nowym Sączu i stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego oraz Podyplomowych Studiów Menadżerskich w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Zasiadał w organach wielu spółek, (m.in. ZSB „Stolbud - Grybów” sp. z o.o., Fabryka Wagonów „Gniewczyna” S.A. , PKN ORLEN S.A. (wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej), NFI PROGRESS S.A., czy PKP Cargo (członek Zarządu). W latach 2000-2001 był dyrektorem gabinetu politycznego ministra skarbu. Obecnie jest prezesem spółki Telbeskid, oferującej usług telekomunikacyjne oraz przewodniczącym Rady Nadzorczej Miasteczka Multimedialnego Sp. z o.o.
 

Źródło: http://www.sadeczanin.info/rozmowy-sadeczanina,13/ludmor-handzel-temat-prezydentury-sacza-siedzi-we-mnie,59555#.VCMf2JR_srU